Jerzy Bereś jest indywidualnością reprezentującą z gruntu odmienne pojmowanie sztuki i inną postawę twórczą. Dzieło sztuki jest dla niego przedmiotem wyposażonym przede wszystkim w określone znaczenie; odrzuca natomiast wszelką ekspresyjność, metaforykę i misteryjność. Działanie sztuki wiąże z działaniem pokrewnym dadaistycznej zasadzie prowokacji. Usiłuje prowokować przede wszystkim do myślenia.
Wie, że jest to czynność, która nie przebiega na ogół bezboleśnie. I nie wymaga wspierania się czymkolwiek. Wszystko bowiem może się okazać puste, fałszywe i zwodnicze. Nie ufa, nie dowierza więc niczemu. Narzędziem działania stają się dla artysty przedmioty charakteryzujące się maksymalną surowością - kłody czy kawałki drewna i zwykłe grube sznury. Artysta wie, że najgłębsze prawdy odbywać się mogą bez znaków, a największe tajemnice wyrażać w najprostszym geście. Akt twórczy jest świadomą manifestacją wolności. Twórczość Beresia, zwłaszcza w początkach jego działalności artystycznej, sięgała do rodzimych, ludowych źródeł, jednakże dokonywała się w sposób całkowicie odmienny. Nie chodziło tu o żadne nawiązania stylistyczne, lecz raczej o zainteresowanie dla tworzywa, które zachowało swe prymitywne, elementarne jakości; zainteresowanie dla pracy wieśniaka, w wyniku której otaczający go świat wypełniał się dziwnymi niezgrabnymi tworami w zaskakującej dla obcego przybysza postaci żurawi studziennych, rozmaitych samorodnych narzędzi i urządzeń.
Główny cykl swych wcześniejszych prac Bereś nazwał 'Zwidami' . Posługując się ociosanymi siekierą surowymi kłodami drewna, sznurami, zgrzebnymi szmatami i kamieniami tworzył kompozycje, które pozornie miały podobny do nich charakter , lecz - w przeciwieństwie do nich - były całkowicie bezinteresowne; ustawione w plenerze, w wiejskim krajobrazie, wśród pól, tym silniej ujawniały swój absurdalny, niewytłumaczalny niczym sens tworu bezużytecznego. A mimo to były z krajobrazem doskonale zharmonizowane, kumulowały w sobie jego istotną treść - były przecież efektem pracy, która jest w każdym wypadku aktem tworzenia. Ich bezinteresowność wnosiła tu coś nowego, coś bardzo cennego - obecność sztuki przenikającej świat, wychodzący poza zamknięty krąg galerii i wystaw.
Andrzej Osęka, Wojciech Skrodzki